Raz pewien rycerz szczęścia szukał
i chociaż był to piękny mąż
szczęście, gdy znalazł je, jak dukat
z rąk wymykało mu się wciąż.
Lecz gdy na balu gościł gdzieś
zobaczył oczu damskich blask
i oczom nie wierząc
przemierzył parkiet wzdłuż i wszerz
by je zobaczyć jeszcze raz
i do kogo należą
Lecz próżny był ten jego trud
i darmo obcas darł podłogę
zniknęła ona niczym duch
i popadł rycerz nasz w żałobę.
Niedługo jednak ten stan trwał
bo wśród wrześniowej ciepłej nocy
odbył się przeogromny bal
i spotkał rycerz swoje oczy
Ich właścicielką księżniczka była
co w pięknej sukni balowała
i spostrzegł rycerz, że jej oczy
są piękne niźli ona cała
I chociaż przybył z inną tu
zostawił ją na pastwę losu
tak to kobiecy księżniczki urok
wciągał rycerza cios za ciosem
Gdy bal się miał już ku końcowi
wynikła nietypowa sprawa
księżniczka mianowicie płaszcz swój
piękny książęcy zapodziała
Wśród gwaru, tłumu i barłogu
rycerz zachował umysł rześki;
księżniczce, by nie zmarzła z chłodu
płaszcz ofiarował swój rycerski
I tak zaczęła się zażyłość
między księżniczką i rycerzem
zakrawająca gdzieś na miłość
przerastająca w utęsknienie
Lecz dzień za dniem platońska siła
uległa chęci jeszcze czegoś
i stało jasne się, że teraz
rycerz już pójdzie na całego
I jednej nocy rzekł do lubej
gdy się zbyt śmiało rozochocił:
Musisz być cała moja, bo mi
już nie wystarczą twoje oczy
Księżniczka rzekła wtedy śmiało
że niemożliwa jest ta rzecz
bo chociaż czasu w życiu mało
miłości deser krótki jest
Poczuł się rycerz odepchnięty
lecz wnet pomyślał sobie: Hej
dałem jej tylko mój płaszcz wojenny
a w zamian żądam całej jej!
Więc dam ci też całego siebie!
wykrzyknął rycerz bijąc w pierś
a powróciwszy do się biegiem
napisał taki oto wiersz:
Daję ci serce me czerwone
co dudni w zbroi echem ech
daję też oczy utęsknione
co bez patrzenia widzą cię
Ofiarowuję krew, co wre
i która bardziej jest czerwona
kiedy choć chwilę widzę cię
niż gdy na wojnę idę skonać
Daruję każdy wyraz twarzy
i każdy z ust mych szczery śmiech
i nawet dać ci się odważę
kichnięcie każde, itp.
Zrzekam się moich brudnych stóp
co pył bitewny pokrył je
i niech mi szatan kopie grób
jeśli okłamię kiedyś cię
I podróż dookoła świata
do łóżka w każdy dzień śniadanie
i wszystkie rzeczy co posiadam
i które zdobyć jestem w stanie
I usta moje rozpęcznione
solą przebytych trudnych dni
ofiarowuję dzisiaj tobie
i namiętności skryte w nich
I w tej miłości dzikim szale
daruję duszę moją też
bo ty jak diabeł jesteś dla mnie
i tylko ciebie teraz śnię
I pisał tak nasz rycerz wciąż
pod oknem serenady śpiewał
i recytował całą noc
i cały dzień następny ziewał
Po zamku z kandelabrem łaził
do drzwi jej pukał ile sił
chociaż wciąż wątlał, czezł i nikł -
bo rycerz nasz poetą był
Aż pewnej nocy otwarł drzwi
i zaznał szczęścia i rozkoszy
lecz wnet rozsypał się jak pył
tak zwiędły marne jego losy
Księżniczka zaś na widok ten
wnet wyskoczyła ze swej wieży
i rozpłynęła się jak sen
gdy wiatr o skały nią uderzył
I słowo ciałem stało się
bo choć ziszczony cel rycerza
za długa bitwa była przed
i za wysoka księżnej wieża
I tylko w niebie teraz żyją
i jeszcze tylko pośród nas
a wiatr zawodzi nad mogiłą:
szanujcie życie, bo jest siłą
którą pogania wredny czas
29-30 lipca 1999