13 listopada 2011

Epitafium

Umarł papież
odszedł w mig.
Kto coś zrobi byś nie umilkł?
Kto się odważy podnieść krzyk?

Nieść cię przez plac
chętnych jest stu. Czyż
znajdzie się ten, który
poniesie za ciebie krzyż?

5 kwietnia 2005

Dogmat egzystencjalny

życie
jest drzewem
po którym wspinam się do końca

drzewo
jest drogą
milionem drógkonarów

konary są
wyborami codzienności

wciąż szukam ścieżki
która doprowadzi mnie
tam na koniec
na najcieńszy koniec ostatniej gałązki

tam jest mój dom
dom do którego zmierza każdy z nas
dom pełen szczęścia
dom przeznaczony

tylko tam
mogę zanurzyć się na zawsze
w ciepło jej dłoni

tak prosto zmylić drogę!
tak łatwo!
gdy nie słyszę wołającego głosu jej serca

tak prosto być strąconym w wiatr
unieść się ciałem jak pył - w bezmiar
tak lekko pośliznąć się na własnych łzach...

w lipcu 2000

[jesienią]

jesienią
upadnę w zwiędłe liście brzóz
poszukam w nich ciebie

i pocztą pantoflową otrzymam ów list
zwierzenie
ode mnie - dla siebie

jesienią wzruszenia rozszarpią mi serce
to szczęście nie dzielone wytryśnie jak szampan!
odegnam je dłonią
odepchnę od siebie
tak tańcząc krok zmylę chocholego tańca

jesienią dopiero czuję jak umiera
na ramionach cel życia co był albo będzie
i choć w siebie spoglądam, i choć obok siebie
nic nie widzę prócz oczu płonących w obłędzie

jesienią
upadam w zwiędłe liście brzóz
nie czuję twej dłoni, odchodzę powoli
i tylko pamięć pod rękę bierze jak pod nóż
i smutną twarz okrywa kocem melancholii

15 września 1999