jesienią
upadnę w zwiędłe liście brzóz
poszukam w nich ciebie
i pocztą pantoflową otrzymam ów list
zwierzenie
ode mnie - dla siebie
jesienią wzruszenia rozszarpią mi serce
to szczęście nie dzielone wytryśnie jak szampan!
odegnam je dłonią
odepchnę od siebie
tak tańcząc krok zmylę chocholego tańca
jesienią dopiero czuję jak umiera
na ramionach cel życia co był albo będzie
i choć w siebie spoglądam, i choć obok siebie
nic nie widzę prócz oczu płonących w obłędzie
jesienią
upadam w zwiędłe liście brzóz
nie czuję twej dłoni, odchodzę powoli
i tylko pamięć pod rękę bierze jak pod nóż
i smutną twarz okrywa kocem melancholii
15 września 1999
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz