12 listopada 2011

ID wieczorny

Już idzie ID
każe pić nam tę noc do dna
zachłysnąć się nią;
jak słońce oczy zza niewidzialnych chmur
trąca każdą myśl.
Idzie ID, strąca nas w przepaść ze snu
dopóki noc otwiera oczy
i w dół i w
dół
dopóki noc
nie umkniemy mu.
Idzie ID
trzyma w rękach
wino, wiatr, światło dostrzegalne kątem oka;
gubi nas w sobie grając na fletni
gwiazd patrzących przez otwarte okno
(już płonie ogień, choć jeszcze
chodniki od deszczu mokre);
w żyłach nam tętni świat,
po szybach nieostrożnie spływają krople dnia.
Idzie ID
już spętał nasze dłonie
galopem rozkosz w rozwianych grzywach koni
pędzi tak, wlewa się czarną rzeką
jak ptaków lot - -unosi gdzieś daleko
zatrzymać możesz się lecz po co lecz dlaczego
w szaleńczym wirze kręci się zauroczenie
w beztroskim tańcu ID, w twoim spojrzeniu
i błądzi, lecz nie szuka
i chce, ale się boi
blady, choć cały płonie
i znów zostawia mnie, już się nie bronię
symfonię tę bez nut niedokończoną
już świt przeciera oczy rosą wśród łąk zamglonych.

Odszedł ID;
 u podnóża zachwytu
zasypiam w twoich ramionach.

11 stycznia 1999

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz