[wiersz ten znalazłem w książce pożyczonej z biblioteki, napisany długopisem na kartce wyrwanej z zeszytu; autora zapraszam po odbiór]
W źdźbłach traw konały rosy świtu
wiatr ich ostatnie lśnienie pieścił
gdy z nadodrzańskich wałów szczytu
uwiódł mnie nagle czar niewieści.
Dobyta z jawy na poły z mar
Gdzieś między mostem a wykrotem
Z psem szła wsłuchana w ptasi gwar
Więc zbiegam ku niej ptasim lotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz