To nie jest tak, że wygram dla nas wszystkie bitwy, to nie
tak, to mit
Ani że się poddaję i z twarzy ocieram łzy bezsilną ręką
Musimy mieć siebie jak pies miskę pełną a melodia swój rytm
Na przekór włosom siwym wierzyć w te chwile, które kiedyś
będą
Zostaną po nas zapalniczki schowane po kieszeniach płaszcza
jak tani łup
podeszwy schodzone i parasol rozdarty rzucony w kąt od
niechcenia
plany co spłyną po dachach czasu rynny wyrzucą na codzienny
bruk
i rozbiją o bruk, lecz przecież nawet boso po czymś stąpać
trzeba
Gdyby prawda była prosta jak suita Griega opus czterdzieste,
część dwa
A nie jak zawsze za krótka pierzyna lub dziurawe rajstopy
istnienia
I choć butelki Bordeaux czerwoność krwi opróżnimy szukając
dna
Nie znajdziemy dna bo spełnienie nie zna końca i ukojenia
Łatwiej tęsknotą słów zaklinać szarże nadchodzących mar
Niż zardzewiałe szyldy niewinności wieszać na ganku swych przemian
Lecz nawet gdy nas pochłonie piekielny wieczności żar
Wiem, że serc naszych bicie przepali go w siódme nieba
4 marca 2013