14 listopada 2011

Kłótnia



Dlaczego ciskasz we mnie poślinione słowa?
Spod powiek źrenicami drżącymi sączysz jad.
Dlaczego papierosy zabierasz mi i chowasz?
Czemu rękami machasz niczym spłoszony ptak?

Dlaczego tyle mówisz, lub milczysz jakby grób?
Dlaczego słone krople przez oczy swe przesączasz?
Wychodzisz w środku nocy i wracasz niby cud.
Celujesz we mnie pilotem od telewizora.

I czemu trzaskasz drzwiami i czaisz się jak duch?
Składasz ubrania w stosy, odwracasz pusty wzrok.
Czemu spojrzeniem dociążasz każdy najmniejszy mój ruch?
Czemu tupiesz by słychać było każdy twój krok?

Jutro prosto do łóżka śniadanie zrobię ci
Z samego rana, gdy tylko wciąż senna się obudzisz
Puszczę muzykę z radia, zaparzę kawę z
mlekiem i cukrem, i w kubku, tym dużym, tak jak lubisz…

14 listopada 2011


Ballada o rycerzu i księżniczce

Raz pewien rycerz szczęścia szukał
i chociaż był to piękny mąż
szczęście, gdy znalazł je, jak dukat
z rąk wymykało mu się wciąż.

Lecz gdy na balu gościł gdzieś
zobaczył oczu damskich blask
i oczom nie wierząc
przemierzył parkiet wzdłuż i wszerz
by je zobaczyć jeszcze raz
i do kogo należą

Lecz próżny był ten jego trud
i darmo obcas darł podłogę
zniknęła ona niczym duch
i popadł rycerz nasz w żałobę.

Niedługo jednak ten stan trwał
bo wśród wrześniowej ciepłej nocy
odbył się przeogromny bal
i spotkał rycerz swoje oczy

Ich właścicielką księżniczka była
co w pięknej sukni balowała
i spostrzegł rycerz, że jej oczy
są piękne niźli ona cała

I chociaż przybył z inną tu
zostawił ją na pastwę losu
tak to kobiecy księżniczki urok
wciągał rycerza cios za ciosem

Gdy bal się miał już ku końcowi
wynikła nietypowa sprawa
księżniczka mianowicie płaszcz swój
piękny książęcy zapodziała

Wśród gwaru, tłumu i barłogu
rycerz zachował umysł rześki;
księżniczce, by nie zmarzła z chłodu
płaszcz ofiarował swój rycerski

I tak zaczęła się zażyłość
między księżniczką i rycerzem
zakrawająca gdzieś na miłość
przerastająca w utęsknienie

Lecz dzień za dniem platońska siła
uległa chęci jeszcze czegoś
i stało jasne się, że teraz
rycerz już pójdzie na całego

I jednej nocy rzekł do lubej
gdy się zbyt śmiało rozochocił:
Musisz być cała moja, bo mi
już nie wystarczą twoje oczy

Księżniczka rzekła wtedy śmiało
że niemożliwa jest ta rzecz
bo chociaż czasu w życiu mało
miłości deser krótki jest

Poczuł się rycerz odepchnięty
lecz wnet pomyślał sobie: Hej
dałem jej tylko mój płaszcz wojenny
a w zamian żądam całej jej!

Więc dam ci też całego siebie!
wykrzyknął rycerz bijąc w pierś
a powróciwszy do się biegiem
napisał taki oto wiersz:

Daję ci serce me czerwone
co dudni w zbroi echem ech
daję też oczy utęsknione
co bez patrzenia widzą cię

Ofiarowuję krew, co wre
i która bardziej jest czerwona
kiedy choć chwilę widzę cię
niż gdy na wojnę idę skonać

Daruję każdy wyraz twarzy
i każdy z ust mych szczery śmiech
i nawet dać ci się odważę
kichnięcie każde, itp.

Zrzekam się moich brudnych stóp
co pył bitewny pokrył je
i niech mi szatan kopie grób
jeśli okłamię kiedyś cię

I podróż dookoła świata
do łóżka w każdy dzień śniadanie
i wszystkie rzeczy co posiadam
i które zdobyć jestem w stanie

I usta moje rozpęcznione
solą przebytych trudnych dni
ofiarowuję dzisiaj tobie
i namiętności skryte w nich

I w tej miłości dzikim szale
daruję duszę moją też
bo ty jak diabeł jesteś dla mnie
i tylko ciebie teraz śnię

I pisał tak nasz rycerz wciąż
pod oknem serenady śpiewał
i recytował całą noc
i cały dzień następny ziewał

Po zamku z kandelabrem łaził
do drzwi jej pukał ile sił
chociaż wciąż wątlał, czezł i nikł -
bo rycerz nasz poetą był

Aż pewnej nocy otwarł drzwi
i zaznał szczęścia i rozkoszy
lecz wnet rozsypał się jak pył
tak zwiędły marne jego losy

Księżniczka zaś na widok ten
wnet wyskoczyła ze swej wieży
i rozpłynęła się jak sen
gdy wiatr o skały nią uderzył

I słowo ciałem stało się
bo choć ziszczony cel rycerza
za długa bitwa była przed
i za wysoka księżnej wieża

I tylko w niebie teraz żyją
i jeszcze tylko pośród nas
a wiatr zawodzi nad mogiłą:
szanujcie życie, bo jest siłą
którą pogania wredny czas

29-30 lipca 1999


[znów wstałem rano]

Znów wstałem rano całkiem sam
i pełną piersią chciałem chwytać dzień
odeszłaś wczoraj nagle tak
zostało kilka starych zdjęć.

Śniadanie - czerstwy chleba smak
i niedopitej kawy cień
tam w lustrze to niestety ja
samotność ściska gardło me

Pod zimną wodę kładę twarz
i tak jak ona wciąż gdzieś uciekam
lecz wiedz - -dopóki płynie czas
na Ciebie czekam

22 grudnia 1998

Pan Smile


Mam nowego przyjaciela.  Nazywa się Pan Smile i jest naprawdę sympatyczny. Kiedyś już widywałem go przy różnych okazjach. Pamiętam że bywał na spotkaniach ze znajomymi,  był też na rozdaniu świadectw maturalnych i w urzędzie miejskim, gdy odbierałem prawo jazdy.
Z Panem Smilem ostatnio widujemy się częściej. Towarzyszy mi gdy wstaję rano i później niemal przez cały dzień, choć jego obecność jakoś wcale mnie nie krępuje. Mimo, że spędzamy ze sobą bardzo wiele czasu, moja dziewczyna jakoś zupełnie nie jest o niego zazdrosna. Wydaje mi się, że ona również polubiła Pana Smile`a.
Jest tylko jeden problem. Jest nim mój stary przyjaciel Pan Ponura Mina. Pan Ponura Mina pochodzi z Japonii.  Kiedyś bardzo się przyjaźniliśmy, ale po pewnym czasie zauważyłem, że oprócz Pana Ponurej Miny nie mam innych kumpli ani bliskich znajomych.  Spostrzegłem też, że Pana Ponurą Minę łączą zażyłe stosunki z moim gburowatym szefem.  To wszystko powoduje, że staram się unikać Ponurej Miny, i zamierzam powiedzieć mu, że już nie chcę się z nim przyjaźnić. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię.  To bardzo ciężkie zadanie, bo takiego przyjaciela  jak  Ponura Mina trudno się pozbyć. Zbyt łatwo można go spotkać wśród ludzi idących ulicą, w pociągach, albo w kolejkach do kas w hipermarketach. A także w wielu innych miejscach prawie o każdej porze. Praktycznie spotyka się go cały czas, dlatego myślę, że poproszę o pomoc Smile`a. Nie musi nic mówić, wystarczy że będzie ze mną gdy powiem o wszystkim Ponurej Minie, a jestem pewien, że pójdzie bardzo dobrze.
Za to Pan Smile to zupełnie co innego.  Ma dwie, bardzo fajne koleżanki, które od pierwszego spotkania zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Happiness i Love są jak papużki nierozłączki. Prawie wszędzie chodzą razem. Co więcej, odnoszę wrażenie, że Pan Smile też  jest z nimi cały czas. Nie wiem, jak to możliwe, skoro niemal cały dzień  jest ze mną. Chyba już taki jego urok, że potrafi być ze wszystkimi na raz. Smile jest naprawdę niezwykły.
Znałem kiedyś jednego Smile`a, ale był zupełnie inny. Widywaliśmy się tylko przypadkiem, najczęściej w sklepach odzieżowych, w towarzystwie uprzejmych i zadbanych sprzedawczyń. Nie lubiłem tych spotkań. Ów Smile wydawał się być kimś innym, niż osoba, za która się podawał i nie ufałem mu. Ale dzięki tym spotkaniom potrafię z łatwością dostrzec go już z daleka i od dawna udaje mi się  go unikać.
No cóż, Panie Smile, niezły z Pana gość!