12 listopada 2011

Płyną dni


Płyną dni. Ja tęsknię za tym, czego nie mam
Z palców spływa czas, jak piaskowy pył
Każde piasku ziarno to mogiła senna
Znicze z ziaren wspomnień co dzień stawiam im.

Biorę w garść codzienność, ja menedżer dni
I peany ślę – te na własną cześć
Już minęły czasy urodzajnych chwil
Brać się do roboty! Za coś trzeba jeść

Na garnuszku śmierci wpija we mnie się
Archetyp twych piersi, które chciałbym zjeść
„Nie” wypowiedziane ma straszliwą moc
Ty zagarniesz  łóżko, mi zostanie koc

Alkoholu łyk, wiersza słowa dwa
Im dalej-odwraca się zależność ta
Jeszcze kropel pięć. Dlaczegóż by nie?
Wyrżnę głową w stół, zbudzę rześki się.

Opadnę powoli jak po bitwie kurz
W kalendarzu  więcej nie znajdziesz mnie już
Na wąskim balkonie zamknij za mną drzwi
Stłumisz chłód poranka, zdławisz śmierci krzyk.

Na balkonie wąskim omieć z piasku gzyms
Niech mnie porwie wiatr, ja zamieszkam w nim.
Niech mnie zmieni w pył znad urodzajnych pól
Albo w sól twych łez, co za mną potoczą się  w dół.

2 lipca 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz