12 listopada 2011

Pod waltornią


Pod Waltornią whisky leje się co noc
Po dekoltach brodzi męskich spojrzeń moc
Gra orkiestra twista, nie zaznamy snu
Bawi się stolica, tutaj-właśnie tu.

Czy to aury czar czy też lica blask
Chwyta lekką dłoń, czuje poklask łask
Nie pisną gazety co ma robić wszak
Przedziwne podniety pismakom nie w smak.

Na języka końcu kropla drży jak bras
Chwyćmy w żagle wiatr, przecież mamy czas
Niech poeci słów szukają w srebrnej krwi
Mamy swój bon ton, tylko ja i ty

Pozamykaj drzwi i zrzuć swych koron szyk
Nie oglądaj się wszak tu nie patrzy nikt
Niechaj czerwień szkła wsiąknie  w naszą krew
Kiedy księżyc  łka wśród żywicy drzew

Wypłowiał serpentyn nienaganny  róż
Lśnią puste butelki tak jak złoty kurz
Śpi orkiestra cała, milczą struny trzy
Płynie cień na jezdni tak jak letnie dni.

Ona patrzy w dal, on odchodzi już
W głos się śmieje czart, ostrzy srebrny nóż
Pierwszy i ostatni był jej raz, psia mać
Tylko księżyc świeci jakby bał się spać
Tylko nocy czerń mąci cichy wrzask
Pijmy szybko by zapomnieć nim powróci brzask

kwiecień /czerwiec 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz