Pod
Waltornią whisky leje się co noc
Po
dekoltach brodzi męskich spojrzeń moc
Gra
orkiestra twista, nie zaznamy snu
Bawi
się stolica, tutaj-właśnie tu.
Czy
to aury czar czy też lica blask
Chwyta
lekką dłoń, czuje poklask łask
Nie
pisną gazety co ma robić wszak
Przedziwne
podniety pismakom nie w smak.
Na
języka końcu kropla drży jak bras
Chwyćmy
w żagle wiatr, przecież mamy czas
Niech
poeci słów szukają w srebrnej krwi
Mamy
swój bon ton, tylko ja i ty
Pozamykaj
drzwi i zrzuć swych koron szyk
Nie
oglądaj się wszak tu nie patrzy nikt
Niechaj
czerwień szkła wsiąknie w naszą krew
Kiedy
księżyc łka wśród żywicy drzew
Wypłowiał
serpentyn nienaganny róż
Lśnią
puste butelki tak jak złoty kurz
Śpi
orkiestra cała, milczą struny trzy
Płynie
cień na jezdni tak jak letnie dni.
Ona
patrzy w dal, on odchodzi już
W
głos się śmieje czart, ostrzy srebrny nóż
Pierwszy
i ostatni był jej raz, psia mać
Tylko
księżyc świeci jakby bał się spać
Tylko
nocy czerń mąci cichy wrzask
Pijmy
szybko by zapomnieć nim powróci brzask
kwiecień /czerwiec 2011
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz