Czterech ich było,
cztery szklanki po musztardowej
i dwa dzbanki
deszczówki w zardzewiałych puszkach.
Przy brudnym stole brudną ręką
zapałki świecą,
w spękanych ustach zebrane ciężko
ćmią niedopałki.
Czasami jeszcze zapach kobiety
próbują wspomnieć, lecz został tylko
kurz o poranku i intensywna woń toalety.
Nocą, gdy w miasto idą na łowy
w podartych torbach taszczą łup wszelki
aluminiowy.
styczeń 2005
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz