12 listopada 2011

Sonet bezdomnych

Czterech ich było,
cztery szklanki po musztardowej
i dwa dzbanki
deszczówki w zardzewiałych puszkach.

Przy brudnym stole brudną ręką
zapałki świecą,
w spękanych ustach zebrane ciężko
ćmią niedopałki.

Czasami jeszcze zapach kobiety
próbują wspomnieć, lecz został tylko
kurz o poranku i intensywna woń toalety.

Nocą, gdy w miasto idą na łowy
w podartych torbach taszczą łup wszelki
aluminiowy.

styczeń 2005

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz