12 lutego 2013


EROTYKA MATEMATYKA

Cóż, gdybyś pieścił ją językiem
Jak pieścisz niewiadomych zbiór
Mógłbyś swą funkcję zliczyć krzykiem
I na kobietę poznać wzór

Chce byś objętość uczuć zmierzył
Cyrklem na plecach serce rył
Chce byś ją całką wziął w macierzy
I zamknął w nawias drżących ust

Gdybyś parabol długie wstęgi
Przekształcił w pocałunków tęcze
Na piersiach zagregował ciągi
Pieszczot niewprawnych jak twe ręce

Gdybyś w ułamku choćby był jak
Ów samiec alfa, beta, delta
Iloczyn zliczył waszych jęków
Gdybyś limesów nie pamiętał!

Pochodne słów, dotyków, westchnień
Zamknąłbyś w trwały zbiór uniesień
Różniczki zliczyłbyś do zera
Największa wartość funkcji: jesień

Ona chce znać tangensy spojrzeń
I miłość wstawiać do potęgi
Zanurzyć się w elipsy pościel
I ponapinać łuki cięciw

Chce, byś w trójkąty się zanurzył
W pierwiastku grzechu zmoczył wargi
Byś amplitudy nie zaburzył
Wielomian ruchów wziął na barki

Lecz ty – zbyt wprawny matematyk
Wartość bezwzględną znasz kobiety
I gdy równanie się układa
i gdy Euklides,  Leibniz, Banach
zgodzą się: wynik jest bezbłędny
zasypiasz całkiem obojętny
bo liczyć można aż się skona
bo gdy zasypiasz w jej ramionach
rankiem w posłaniu ciepłym leży
tuż obok ciebie – niewiadoma.

12 lutego 2013

1 komentarz: